Rzeczy niemożliwe?

Zapewne jakieś są, ale zdecydowana większość istnieje tylko w naszej głowie. O tym napiszę na podstawie własnej przygody ze staniem na głowie, czyli po „joginowemu” sirsasana :)

Kiedy pojawiło się „nie mogę”?

Szybko, czyli wraz z moim pierwszym podejściem do tej pozycji, jakieś 6 lat temu. Każde lekkie przeniesienie ciężaru na głowę, powodowało przeszywający ból. Do tego historia mojej szyi, a właściwie kręgów szyjnych jest taka, że mam potwierdzone przez ortopedę zwyrodnienia. Na zdjęciu RTG ułożenie kręgów zamiast w literę „C” jest proste, czyli „I” jak nic.

Zatem „wyrok” lekarza plus odczucia przy pierwszym obciążeniu głowy, uświadomiły mi dobitnie, że na głowie nie stanę nigdy.

Naprawdę "nigdy"?

Z czasem jak praktykowałam jogę uświadamiałam sobie, że wiele pozycji na początku było dla mnie niemożliwych. Jak chociażby założenie lotosu. Kolana mam strzykające, rozwalone łękotki od lat sportu na parkiecie itp.itd. Patrzyłam na tych co zakładają i myślałam - „ta, jasne” :)

No, ale ja tu o sirsasanie miałam pisać. Zatem po około 4 latach zaczęłam nabierać odwagi i chęci do prób. Na początku stałam długo w przygotowaniu, tzn. tylko napierałam przedramionami na matę, a głowa wisiała w powietrzu, nogami podchodziłam jak najbliżej rąk (nie wiem, czy umiecie sobie to wyobrazić?). Niemniej, to wzmocniło i przygotowało moje ciało, zwłaszcza plecy, do wejścia na głowę. Małymi kroczkami, próbowałam. Odkładałam głowę w różnych miejscach, szukałam drogi do tej pozycji dla mnie, dla mojego ciała. I nagle… cud, magia….okazało się, że jak nie odłożę głowy na sam czubek, tylko bliżej czoła, to nic nie boli, nic a nic. No i zaczęłam tak stawać :)

Jak zrobić to dobrze?

Poza ważnymi wskazówkami technicznymi (o których nie tutaj), na moim przykładzie widać, że każdy powinien poszukać tego ustawienia w swoim ciele indywidualnie. Jedyne co, to trzeba próbować. Z łagodnością, pokorą, cierpliwością, robić kolejne powtórzenia. Żebyście nie myśleli, że od tego pierwszego razu kiedy zdarzył się cud, ja stawałam na głowie już zawsze bez problemu :) Początkowo przy ścianie (czego nie polecają niektórzy, ale jak próbuje się samemu, to zawsze jest to wyjście). Niejednokrotnie przewróciłam się, ale to nic strasznego, nie ma czego się bać. Dopiero jakiś rok temu zaczęłam stawać samodzielnie. Zatem zobaczcie, zajęło mi to w sumie od pierwszej próby jakieś 5 lat. W tej chwili nadal mam do zrobienia coś przy tej pozycji, bo jest krzywa, jak widać na załączonym zdjęciu. Niemniej najważniejsze jest to, że wydawało mi się, że nie zrobię tego nigdy, że nie mogę.

No właśnie, większość możemy, tylko nasza głowa nas blokuje. Więc dajcie sobie czas i uwierzcie, że możecie.

p.s. Z dedykacją dla tych Wszystkich co myślą, że nie mogą :)



157 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie