Dlaczego handpan?


Krótka odpowiedź brzmi - bo marzenia się spełnia. A jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o tej wspaniałej historii, to czytajcie dalej. :)

Skąd pomysł na taki instrument?

Jakieś cztery lata temu, będąc w Hiszpanii po raz pierwszy usłyszałam dźwięk handpana spacerując kamiennymi uliczkami, przy monumentalnej katedrze. Jeżeli potraficie sobie wyobrazić tę akustykę, dźwięk handpana i gorący dzień, a do tego jesteście wrażliwymi na muzykę osobami… to nie muszę nic więcej tłumaczyć. Niemniej jednak rozwinę ;)

Muzyka i różne instrumenty, tudzież różnej maści "maszynki" do odtwarzania i produkcji dźwięków w moim życiu były zawsze. W rodzinnym domu był fortepian, pianino, skrzypce, akordeon, perkusja i inne flety oraz cymbałki, dzięki czemu jako dzieciak miałam możliwość poznawania ich i próbowania. Niestety poza fortepianem, były to chwilowe porywy. Później był nawet chórek, ale po dłuższym czasie okazało się, że elektroniczne, industrialne i ciężkie dźwięki „ruszały” mnie najbardziej. Wtedy nastąpił epizod z dj’owaniem. Podczas tej drogi przekonałam się, że jak ja to nazywam „przestrzenne dźwięki”, to jest to co lubię najbardziej.

Zatem odpowiadając na pytanie postawione w dzisiejszym wpisie, jak tylko usłyszałam handpana wiedziałam, że to instrument moich marzeń, że to w 100% moje ulubione dźwięki i totalnie mój świat. Znacie uczucie „gęsiej skórki”, kiedy muzyka jest tak dobra, że przeszywa Was na wskroś i stawia wszystkie włosy dęba? No właśnie :)

Jak mój handpan do mnie trafił?

Kiedy dowiedziałam się o jego istnieniu, wówczas w Europie był tylko jeden producent i koszt zakupu powalił mnie na łopatki. Mijały lata i zaczęły pojawiać się różne możliwości, inni producenci, oraz niesamowite zdarzenie losu.

Spacerując nad poznańską Rusałką, usłyszałam głos handpana. Niemal podbiegłam do dziewczyny, która na nim grała. Ta cudna osoba, dała mi spróbować pierwszej gry, oraz powiedziała o producencie, którego cena była już zdecydowanie bardziej przystępna.

Zbliżały się święta bożego narodzenia, a u mnie akurat niestety skumulowało się trochę trudnych spraw. Postanowiłam „uratować się” i po przeczytaniu chyba całego internetu na temat możliwości skali, tonacji, materiałów z jakich się wykonuje handpany i im podobne, na święta zamówiłam swojego, wymarzonego, jedynego,

dopasowanego do mnie i moich oczekiwań.

Powiem Wam, czekałam na niego jak dziecko na wymarzony prezent.

Niesamowite przeżycie, zwłaszcza kiedy przesyłka dotarła. Pierwsze próby zatapiania się w dźwiękach, szukanie coraz to innych melodii i rytmów, były jak wyprawa dookoła świata. Do dziś gram na nim z takim samym entuzjazmem - trudno mi to ująć w odpowiednie słowa, to jest nie do opisania … ;)

Jego mistyczne dźwięki towarzyszą mi w domu, z bardzo przychylnymi odpowiedziami sąsiadów. Czasami zabieram go nad wodę, lub w inną otwartą przestrzeń, gdzie jego brzmienie jest jeszcze bardziej przestrzenne. Często ludzie podchodzą, pytają, biją brawo, przyglądają się i słuchają z zadumą, pięknie się do mnie uśmiechając. Jestem za to bardzo wdzięczna.

Do tego połączenie handpana z jogą jest idealne. Czy to do samych relaksacji, czy koncertów „kąpieli w dźwiękach”, reakcje odbiorców są bardzo pozytywne.

Sprawia mi to ogromną radość, rośnie serducho, kiedy obserwuję jak ten piękny instrument odmienia świat innych i mój.

p.s. Z dedykacją dla Marty - dziękuję, że byłaś nad Rusałką :)



336 wyświetleń2 komentarze

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie